Menu
Makijaż / Pielęgnacja / Uroda

Recenzja kremów HAPPYMORE: RICH i BB

Dzisiaj kremy, w których używaniu po prostu musiałam się lekko pohamować, bo nie miałabym nawet jak ich sfotografować. Ja tak już mam, że jak dorwę się do czegoś fajnego, to używam, używam i zupełnie zapominam o foceniu. I właśnie tak samo było z kremami RICH i BB z HAPPYMORE, które trafiły w moje ręce w idealnym czasie, bo we wrześniu, kiedy to klimat zaczął się zmieniać, a letnia aura odchodziła (z przykrością to stwierdzam, bo tęsknię strasznie) w zapomnienie. Moja skóra była wtedy i nieco zmęczona słońcem i zupełnie nieprzygotowana na to, co za chwile miało ją czekać, a kosmetyki te pomogły mi wejść w okres jesienny dość gładko.

Zdaję sobie sprawę, że marka HAPPYMORE nie jest Wam wszystkim znana, bo w drogeriach raczej jej nie znajdziecie i dopóki do mnie się nie zwróciła, sama o jej istnieniu nie wiedziałam. Dlatego wprowadzę Was kilkoma zdaniami w jej klimat. HAPPYMORE nie jest kolejnym brandem kosmetycznym, bo kosmetyki to w zasadzie tylko (albo i aż) część o wiele szerszego i większego projektu jakim jest funkcjonująca od 2007 roku Akademia HAPPYMORE. Jej głównymi obszarami działania jest medycyna stylu życia, holistyczne podejście do zdrowia oraz psychosomatyka. A od 2013 roku prowadzone są tam również pierwsze w Polsce studia podyplomowe z zakresu Coachingu Dietetycznego oraz Coachingu Zdrowia. Tak więc widzicie – grubsza sprawa, w której biorą również udział kosmetyki. Naturalne, w 100% wegańskie, sensoryczne i aromaterapeutyczne. Posiadające w swoich recepturach botaniczne składniki aktywne sprowadzane z całego świata.

Kremy, które chcę Wam dzisiaj przedstawić to dwa zupełnie różne produkty. Jeden typowo pielęgnacyjny, bogaty w składniki aktywne. Drugi mający również wiele wspólnego z makijażem, czyli krem BB.

Bogaty krem-maska na noc HAPPYMORE Rich nocny moim zdaniem jest tylko z nazwy. Nie dlatego że nie wystarczająco odżywia czy pielęgnuje skórę, ale dlatego, że z powodzeniem można stosować go również na dzień. Myślę, że to zasługa konsystencji, która mimo tego, że skład ma bardzo bogaty (nie brakuje ani masła shea, ani naturalnych olei roślinnych), to nie jest ona tłusta. Czuć tą treść, ale nie jest ona uciążliwa i praktycznie całkowicie się wchłania. Dlatego uważam, że jest to zupełnie uniwersalny krem. Cienka warstwa sprawdza się na dzień, grubsza idealna jest na noc. Moja skóra bardzo ten krem polubiła. Nie miałam żadnych podrażnień czy przesuszeń. Dobrze nawilża i odżywia, a także chroni przez chłodem czy wilgocią. Moja naczynkowa, dość wrażliwa i emocjonalna cera bardzo dobrze sobie w tym zazwyczaj cięższym dla niej okresie poradziła. Z lekkim, dziennym makijażem też współpracował, nie ważył kosmetyków na twarzy, nie wpływał negatywnie na ich trwałość. Z kolei po nocy skóra była nawilżona, miękka, gładka i po prostu zdrowa.

Składnikami aktywnymi są między innymi olejek z dzikiej róży, ekstrakt z dzikiej róży (pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznej), żeń-szeń, gingko biloba, kwas hialuronowy czy betaina. I warto zaznaczyć, że wiele z nich pochodzi z organicznych upraw.

Zapach ma delikatny, taki neutralny raczej. Z niczym konkretnym chyba mi się nie kojarzy.

Opakowanie to szklany słoiczek, o pojemności 50 ml.

Krem HAPPYMORE BB też okazał się bardzo fajny. Choć w słoiczku wygląda na dość ciemny, bardzo ładnie się wtapia w skórę i do niej dopasowuje. I jak informuje marka jest to możliwe dzięki formulacji opartej lekkiej japońskiej bazie silikonowej. Wyrównuje koloryt, prezentuje się bardzo naturalnie i fajnie współpracuje z kolejnymi, nakładanymi na niego produktami takimi jak bronzery, róże czy rozświetlacze. Z pielęgnacją również daje radę. Skóra nawilżona, miękka i w świetnej kondycji przez cały dzień. Składnikami aktywnymi są między innym: ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z zielonej kawy, ekstrakt z arniki górskiej, olejek z maruli, olejek z ogórecznika czy naturalny filtr fizyczny.

Tutaj opakowaniem również jest szklany słoiczek. I o ile przy standardowym kremie pielęgnacyjnym jest to w porządku, to przyznam, że przy BB mnie nie przekonuje. Ciężko jest przy jego wydobywaniu nie upaćkać siebie czy tego co znajduje się dookoła. Słoiczek ma takie dodatkowe plastikowe wieczko zabezpieczające przed wydobywaniem się zawartości słoiczka na zakrętkę. Co z jednej strony jest spoko, ale z drugiej – wiecie trzeba to zdjąć (zazwyczaj się delikatnie przyklei), gdzieś odłożyć, później nałożyć z powrotem, i nagle wszędzie ślady po BB. Trudności może sprawiać też dozowanie kosmetyku, jeśli nie aplikuje się go bezpośrednio palcami. Trudno jest wyjąć odpowiednią porcję, żeby nałożyć ją przy pomocy gąbeczki czy pędzelka. Także o ile z samego kremu jestem bardzo zadowolona, to jednak uważam, że jego opakowanie powinno zostać wymienione na bardziej ergonomiczne. Przyznaję, że jest to moje pierwsze starcie w kremem BB w słoiczku, także może nie udało mi się go rozpracować w pełni. Jeśli macie jakieś sposoby, dajcie znać, z chęcią wypróbuję. Bo jeszcze o tym nie wspomniałam, ale jest to mega wydajny kosmetyk, a 30 ml starcza na baaardzo długo.

Oba kremy HAPPYMORE sprawdziły się u mnie świetnie. Fajnie, że ich receptury są tak dopracowane, a składniki ciekawe. Duża ich część to organiczne uprawy, co również ogromnie cieszy. Z moim mniejszym entuzjazmem spotyka się ich cena, bo jednak to wysoka półka jest. 🙂 Makeup i krem 2 w 1 HAPPYMORE BB kosztuje 195 zł, a Bogaty krem-maska na noc HAPPYMORE RICH, który omawiałam jako pierwszy – 210 zł.